
zawsze wolała wannę od prysznica...
ja tez tak mam...
siedziała w gorącej wodzie leniwie dając odpłynąć chłodowi, który jej nie opuszczał ostatnio...
ja też tak mam...
kiedy mi zimno, ogrzeją mnie tylko zachłanne dłonie albo moczenie się w wannie...
czekała na ten wewnętrzny impuls, który karze jej krzyknąć jego imię...za cicho...woła go coraz ciszej? czy on już nie chce słyszeć jej nawoływania? jest...jego dłonie ogrzewają ją od tylu lat...zawsze spragnione..teraz już tylko ostrożnie przytulające...bierze miękką gąbkę, delikatny szampon dla dzieci...czekała na tę chwilę od kilku tygodni...może umyć głowę...głowę, która rozpada się na kawałki, a lekarze próbują ją jak używaną piłkę pozszywać...parę kropel wody ...kilka miękkich, kulistych ruchów...ciepła delikatność szorstkiej męskiej ręki...rytuał mycia głowy dobiega końca....wszystkie włosy zostają zostają na gąbce...
zapomniałam zapytać czy ma jeszcze brwi i rzęsy...w sobotę się przekonam...

