niedziela, 14 lutego 2010

energii mi trzeba...



ktoś mi wyłączył zasilanie...
mam takie momenty ostatnio, czasem trwają parę minut, czasem godzin lub dni...jakbym leciała samolotem...w uszach mam stopery, na oczach kradzioną przepaskę z Lufthansy...w żołądku supeł...w pęcherzu pełno...w głowie awiomarin...i fizyczne pragnienie lądowania.
Międzylądowanie zdarzyło się kilka razy...kilka pochłoniętych książek, kilkanaście wypitych piw, wypalonych parę fajek, powroty z zadymionych, hałaśliwych, pełnych ludzi miejsc, bliskie spotkania trzeciego stopnia...wtedy zapominam,że lecę na autopilocie, wtedy dżipies mi się włącza i jest najs:-)
Ale więcej jest tych chwil, kiedy mówię w myślach do siebie lub do Ciebie, kiedy śpię albo pięć albo dwanaście godzin i z jednakową rezygnacją zwlekam się z łózka...
Dni się dzieją, czekam czwartku..czas stanie w miejscu na parę godzin po tym jak zatoczył koło...:-)

2 komentarze:

  1. Nio... aż słychać huk silników ... zimą nastroje latają Jambo Jetami... ale latem to będą latawce ... jeszcze chwila... :)
    Fiola

    OdpowiedzUsuń
  2. mam takie zdjęcie z Chin: mała dziewczynka w kolorowej sukience biega z latawcem...czasem widzę w niej siebie:-)

    OdpowiedzUsuń