wtorek, 5 stycznia 2010

cudów mi trzeba

Połknęłam dzisiaj 10 złotych...niby nic, ale liczyłam na cud...połykana kwota nie była ani papierkiem z kimś Ważnym, ani metalowymi dwoma pięcio złotówkami. Cud, który połykając miał się urzeczywistnić był blado-pomarańczowy i popity został poranną herbatą...w oczekiwaniu na wynik ocierałam rozmazany tusz wraz z łzami myśląc albo ja albo skok z balkonu...efekt mnie nie zaskoczył! cuda się zdarzają...migrena przeszła. Było tak, jakby mi ktoś na głowie położył ciepły kompres i pogłaskał po plecach.
Chciałabym żeby taki cud przytrafił się również mojej Mamie.
Nawet chaos mej głowy zszedł dziś na dalszy plan...jak znam życie...pewnie tylko do jutra:-)

8 komentarzy:

  1. :)
    I jak się tu nie uśmiechać do Ciebie od samego rana? Hmm?

    No nie da się!

    OdpowiedzUsuń
  2. do takiego poważnego wpisu ciężko znaleźć właściwy komentarz.
    życzę pokonania demona w głowie.
    życzę ramion i klaty gdzie można się schować i czekać na efekty i wcierac tusz i łzy.

    zdecydowanie wolę mój ból palca.
    czy jestem egocentrykiem?

    OdpowiedzUsuń
  3. komentarz nie jest wymagany:-) zajrzenie czasem zadowala również:-) wolałabym zamienić głowę na palucha...ale jak bym wyglądała za środkowym prosto z szyi?

    OdpowiedzUsuń
  4. wyglądała byś cokolwiek fuckowo. ewentualnie przejebanie :D.

    przepraszam za słownictwo.
    po północy zmieniam się w gremlina.

    OdpowiedzUsuń
  5. a Ty co ... zasypało tam panienkę?:)
    miłego dnia

    allpha

    OdpowiedzUsuń
  6. Aguś, nie zasypało....spoko...nie mam kiedy załadować coś ostatnio:-) albo sie pstryka, albo pisze albo podtrzymuje więci towarzyskie:-))

    OdpowiedzUsuń
  7. no tak masz rację a ja ani jedno ani drugie ani trzecie hehehhe:)
    allpha

    OdpowiedzUsuń